Superfoody z Instagrama mają smutną historię

autor: • 4 lutego 2020 • Kuchnia, NajnowszeKomentarze: (0)

Wiele z naszych diet jest, do pewnego stopnia, dyktowanych modą. Nie jest to szczególnie bystra obserwacja, ani też nowa – wystarczy wspomnieć o obsesji ananasem i quiche w latach 70. XX wieku. Jednak media społecznościowe zdecydowanie wzmacniają mody żywieniowe.

Jedna z sond online podaje, że aż 49% dorosłych poznaje jedzenie przez Instagram: tosty z awokado, kurkumowe latte czy jajka na chmurce – wszystko to wypłynęło do opinii publicznej dzięki „foodstagrammingowi”. Powtarzalność postów o konkretnych posiłkach wzmacniają ich reputację, promują i czynią ekskluzywnymi w pewnych kręgach.

Jak na ironię, wiele z tych trendy („instagrammable”) posiłków ma długą historię kojarzoną z biedą.

Chłopska kapusta

10 lat temu musiałbyś się natrudzić, by znaleźć w swoim supermarkecie jarmuż. Dziś jest on wszechobecny – od sklepów, przez social media, po menu i blogi kulinarne – zyskując celebrycki status i fanów pokroju Gwyneth Paltrow, Michelle Obamy czy Beyoncé. Sława tego warzywa jest w dużej mierze przypisywana szerokiej kampanii American Kale Association z 2011 roku, która zatrudniła przedsiębiorców do promowania tej rośliny jako tzw. superfood. Jednak jarmuż był kiedyś jedzeniem dla biednych na wsi.

W Europie jarmuż był uprawiany przez ponad 2 tysiące lat, był kiedyś tak powszechny, że traktowano go przede wszystkim jako paszę dla zwierząt. Był postrzegany jako trwały, ale „bardziej osobliwy niż użyteczny”. Ludzie jedli go tylko w ostateczności, w czasie klęski głodu lub w skrajnej nędzy. Dlatego dorobił się określeń typu „szpinak biedoty” czy „chłopska kapusta”.

Jarmuż (kale) stał się tak silnym symbolem szkockiego chłopstwa, że w tym kraju był używany jako synonim słowa „jedzenie” w ogóle, jak to czasami bywa ze słowem „chleb powszedni”. Mało tego, słowo kale jest częścią 19-wiecznego nurtu literackiego – Kailyard School of Fiction – który stworzył idealizowaną wizję życia na szkockiej wsi.

Ponieważ jarmuż był uważany za ostateczność, tylko jeśli nie było innych plonów, stał się jednym z kluczowych warzyw podczas kampanii „Dig for victory” w Wielkiej Brytanii (w trakcie II wojny światowej). Po wojnie jarmuż znikł ze stołów, czasami tylko powracał jako przybranie sałatek i zup. Aż do powrotu w 2011.

Do dziś w Afryce niski status jarmużu jest oczywisty. W Kenii im biedniejsza rodzina, tym bardziej prawdopodobne, że jarmuż – znany tu jako sukuma wiki („przebiedować tydzień”) – będzie jednym z jej głównych źródeł substancji odżywczych. Co za tym idzie, wysokie ceny jarmużu w krajach zachodnich „mogą wydawać się komiczne, jeśli nie wprost niedorzeczne” dla wielu Afrykanów.

Różnica w postrzeganiu jarmużu jest dobitnym przykładem, jak znaczenia socjokulturalne mogą zmieniać się z biegiem czasu. Co dla jednego jest podstawowym składnikiem, dla innego jest czymś wartym „foodstagrammowania”.

Kawior dla biedoty

Inna zielona roślina odnotowała niedawno drogę do sławy. W 2018 wodorosty znalazły się na szczycie listy trendów żywieniowych, podczas gdy globalna sprzedaż produktów opartych o wodorosty może do 2024 roku przekroczyć 87 miliardów dolarów.

W Wielkiej Brytanii wzrost popularności wodorostów można przypisać popularyzacji przez Jamiego Olivera czy Hestona Blumenthala, w połączeniu ze statusem superfood. Jednak historycznie roślinność morska była pożywieniem irlandzkiego i szkockiego chłopstwa, jak zresztą jarmuż.

Pierwsza wzmianka o wodorostach pojawia się w wierszu z 563 roku, autorstwa St. Columba, który założył opactwo na wyspie Iona i zbierał rośliny dla wykarmienia biedoty.

Ponowne wspomnienie wodorostów pojawia się w opowieściach podróżniczych Martina Martina z 1774 roku, który to stwierdził, że wodorosty jedzą tylko „wulgarni tubylcy” na Hebrydach. Ten wizerunek utrwalił się podczas czystek na Gaelach (Highland Clearances z 1790-1820), kiedy wygnani ludzie kierowali się na wybrzeża i musieli egzystować w oparciu o pokarm z wodorostów.

Tak samo, podczas Wielkiego głodu w Irlandii (1845-49) wiele społeczności polegało na wodorostach dla przetrwania, co utrwaliło ludowe wspomnienia o ludziach umierających z ustami zabarwionymi na zielono. Wspominane przez jednego z ocalałych jako „nędzny substytut jedzenia”, wodorosty powodowały też zmianę koloru skóry na żółty z uwagi na wysoką zawartość beta-karotenu. Te trudne do przyswojenia obrazy znoju i cierpienia sprawiły, że wodorosty wyrugowano z kuchni w Wielkiej Brytanii, aż do ostatnich lat.

Wyjątkiem jest Walia, gdzie szkarłatnica pępkowa – tradycyjnie zasmażana z boczkiem – jest tradycyjnym posiłkiem klasy robotniczej od XVII wieku. Wciąż jednak było to jedzenie prawie wyłącznie górników, rybaków i robotników, stąd zła sława „regionalnego jedzenia dla biednych”. Niektórzy wierzyli wręcz, że szkarłatnica była jedzeniem dla przetrwania, spożywanym wyłącznie ze względu na powszechny i darmowy dostęp.

Jak na ironię, dziś w Walii szkarłatnicę podaje się jako sos lub dodatek do dań z owoców morza w drogich restauracjach. Ten milowy skok w grupie docelowej i cenie pokazuje, jak pokarm można wynaleźć na nowo i nadać mu nowe znaczenia, zwłaszcza w połączeniu z dziedzictwem i tradycją.

Hipsterskie trendy żywieniowe są więc raczej paradoksalne. Na Instagramie użytkownicy często wrzucają zdjęcia promując zdrowy styl życia klasy średniej, ale wybory żywieniowe często mają korzenie w trudzie i konieczności robotników. W 1825 francuski filozof Jean Anthelme Brillat-Savarin napisał słynne „Powiedz mi, co jesz, a powiem ci, kim jesteś”. W dobie mediów społecznościowych to może być trudniejsze niż kiedykolwiek.

Autorka: Lauren Alex O’Hagan, wykładowczyni Cardiff University (tekst przetłumaczony i przedrukowany na licencji creative commons, oryginał dostępny na The Conversation)

Pin It

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *