Dlaczego gołębie weselne to fatalny pomysł

autor: • 19 sierpnia 2019 • Lifestyle, NajnowszeKomentarze: (0)

Wypuszczane przez państwa młodych stanowią doskonały materiał do zdjęć. Ich wspólny lot ma odzwierciedlać nową drogę życia, ale żadnemu małżeństwu nie powinno się życzyć takiego życia.

Biały gołąbek to symbol pokoju, ale w nowszej i bardziej komercyjnej tradycji to również uzupełnienie ceremonii ślubu. Biel pasuje do odświętnej dekoracji, do sukni panny młodej. To czystość, niewinność, elegancja i wdzięk – czyli wszystko to, czego same gołębie najpewniej nie doświadczą.

Biznes jest okrutny i życie ptaków rzadko jest na pierwszym miejscu. Wystarczy spojrzeć na serwisy ogłoszeniowe – śnieżnobiałe gołębie wypuszczane z rąk lub ozdobnego kosza można mieć od 20 złotych za sztukę. Za wspólne wzruszenie weselników cena niby niewielka, tyle że dla samych ptaków wypuszczenie w takich okolicznościach może oznaczać koszmar.

Po pierwsze, gołąb gołębiowi nie równy. Odmian jest wiele, a te najbardziej ozdobne – pawiki (z charakterystycznym, wielkim ogonem) – zupełnie nie nadają się do puszczania w podobnych okolicznościach. To gatunek pozbawiony orientacji przestrzennej, niezdolny do powrotu do domu. Wypuszczone w trakcie ślubu uciekają w panice, czasami zapominają nawet latać i biegną przed siebie. Mogą na oczach młodych i gości zabić się o dowolną przeszkodę.

Hodowcy zapewniają, że inne gołębie (np. białe pocztowe) spisują się znacznie lepiej w roli ozdoby weselnej. I tu jednak trzeba mieć na uwadze, z jakiej hodowli pochodzą. Ptaki utrzymywane w regularnym kontakcie fizycznym z hodowcą są nawykłe do kontaktu z człowiekiem i lepiej znoszą stres, ale i one w obliczu kilkudziesięciu osób i gwaru mogą wpaść w panikę.

Ozdobne czy nie, niemal wszystkie ptaki bardzo łatwo ulegają stresowi i każda tego typu sytuacja jest dla nich bardzo trudnym przeżyciem. Warto więc zastanowić się, czy gołębia nie można w takiej sytuacji zastąpić czym innym – choćby puszczaniem wielkich baniek medialnych czy konfetti.

Pin It

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *