Kristofer Turdell: Można to nazwać tchórzostwem

autor: • 14 marca 2018 • Lifestyle, NajnowszeKomentarze: (0)

Młody Szwed w trzy lata przeszedł od pierwszej kwalifikacji do mistrzostwa podczas zimowego Freeride World Tour. Jak to osiągnął? Zdradza w nowym wywiadzie!

Jak się czujesz jako nowy mistrz świata freeskiingu?

To niesamowite uczucie. Kiedy wystartowałem po raz pierwszy we Freeride World Tour i wygrałem zawody trzy lata temu, zdałem sobie sprawę, że tytuł mistrzowski jest w moim zasięgu. Od tego czasu zdecydowanie był to jeden z moich celów. Ale zmaganie się na całym świecie z tak szalenie dobrymi narciarzami i zwycięstwo to naprawdę spełnienie marzeń!

Twoja wspinaczka na szczyt była naprawdę imponująca. Czwarte miejsce w 2016, trzecie w zeszłym roku i triumf. Zdążyłeś w ogóle zejść na ziemię?

Jestem typem narciarza, który zna swoje możliwości całkiem dobrze. Umiem ścigać się w granicach swoich możliwości, nie ryzykując przesadnie. W pewnym sensie można by to nazwać tchórzostwem! Jeśli tak, to mi to nie przeszkadza. Bycie rozsądnym jest dobre, jeśli chce się trzymać poziom.

Skąd się wziąłeś w świecie akrobatycznego narciarstwa?

Jeżdżę od zawsze i sprawia mi to przyjemność, ale dobre wyniki we freeskiingu sprawiły, że nabrałem motywacji i wziąłem się do roboty, gdy moi rówieśnicy odwiesili narty i zabrali się za bardziej normalną pracę. Chodzi nie tylko o zawody, ale cały styl życia. Bliskość natury, nowe miejsca i wspaniali ludzie.

Wyjaśnisz czytelnikom, co jest oceniane podczas startu freeride?

W uproszczeniu to ogólne wrażenie sędziów na podstawie różnych kryteriów. Jest zależne od tego, jak pokonujesz stok. Przeglądasz teren od podnóża do szczytu i próbujesz sobie wyobrazić zjazd. Nie możesz wejść na stok wcześniej, więc trzeba go studiować z dołu. Później po prostu wspinasz się na górę i starasz się pokonać tę trasę w taki właśnie sposób, jak sobie wyobrażasz.

Jak wygląda Twój typowy dzień treningowy w Szwecji?

Przed startem musisz być w rytmie i mieć pewność, że będziesz wymiatać i dasz z siebie 100%. Później studiujesz różne drogi zjazdu ze zbocza – im więcej wiesz, tym lepiej. Zawsze dobrze mieć pewne nawyki, by nie myśleć zbyt dużo w trakcie samych zawodów.

Między Twoimi nartami i sprzętem a tymi w narciarstwie alpejskim jest duża różnica?

Na pewno nosimy wygodniejsze ciuchy! Część wyposażenia jest taka sama, jak kask, gogle czy zapięcia, a różnią nas głównie narty. W narciarstwie alpejskim jest dużo regulacji i trzeba zakładać z grubsza takie same narty, u nas nosi się co chce. Ja zjeżdżam na dużo szerszych nartach, co daje mi możliwość dobrego zjazdu niezależnie od rodzaju śniegu czy zachowania bezpieczeństwa przy dużej prędkości. Mam też lżejsze buty, a w razie lawiny zawsze jest też plecak z nadajnikiem, sondą i łopatą.

Na Twoim instagramie roi się od oszałamiająco pięknych widoków. Rozprasza Cię czasami piękno krajobrazu przy okazji Freeride World Tour?

Notorycznie. Chociaż rozproszenie to chyba niewłaściwe słowo. Raczej czerpię z tego energię, z przebywania w górach całego świata, od Alaski, przez Japonię, po Skandynawię.

Czy dreszczyk przy skoku z grani da się do czegoś porównać?

Inaczej. Jest się tak skupionym na wykonaniu wszystkich elementów, że cała reszta jest gdzieś w tle.

Czy Scandinavian Big Mountain Championship ma specjalne miejsce w Twoim sercu?

To niedaleko od mojego miejsca urodzenia i mam tam wielu przyjaciół, więc to na pewno specjalne zawody. Wielu szwedzkich miłośników freeskiingu spotyka się tutaj każdej wiosny i zmaga między sobą. Mamy dużo frajdy ze świętowania finału sezonu.

Tekst i zdjęcia dzięki Red Bull Content Pool (fot: Marcus Olsson)

Pin It

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *